Komunia w domu

Dzień Dobry, Dzień Dobry! Komunia w domu. Ciężki temat. Przeżyłam to na własnej skórze 5 dni temu! Czy zdecyduję się zrobić to drugi raz? Jak ogarnąć jedzenie, gości, dzieci i samych siebie? Chyba do dziś nie potrafię odpowiedzieć na te pytania.

Próbowałam wszystko dobrze zorganizować. Raczej wypaliło ale… padam na twarz. Czy to faktycznie było takie trudne, czy jednak mój stan zdrowia wpłynął na postrzeganie minionego przyjęcia – nie wiem.

Było tak:

* lokal – dom Teściów (wiem, cwane!)

* mięsa, ciasta, tort, sałatki – zamówione w sprawdzonym miejscu

* napoje

* Pani do kuchni – z polecenia <3

Roznoszeniem jedzenia do stołu zajęliśmy się już samodzielnie.

* goście – planowane 38 sztuk życie zredukowało do 28

* dekoracje – moja działka!

Komunia jest przyjęciem specyficznym. O ile na imieninach w pierwszej kolejności uciekają ciasta ze stołu i nie nadążamy z krojeniem kolejnych (drżąc przy okazji czy wystarczy ich do końca imprezy) o tyle na Komunii najpierw biegamy z gorącymi daniami. Po obfitym obiedzie ( a jak to inaczej nazwać jeżeli podajemy 4 rodzaje mięs do wyboru?) po ciasto sięgają tylko nieliczni z gości. Później wyskakujemy z tortem i lodami, a na koniec z gorącym daniem. Okazuje się, że wszelkie przystawki na stole stanowią raczej element dekoracyjny bo nikt, ale to absolutnie nikt tego nie tknie – mówiłam o tym podczas przygotowań ale wzbudziło to zbyt wiele negatywnych emocji wśród współorganizatorów imprezy 😉

Udało mi się jednak postawić na swoim i oprócz jedzenia na stole pojawiły się dekoracje.  Zdjęcia zrobiłam zanim na stole zrobiło się kolorowo od jedzenia.


 

Postawiłam na proste dekoracje.  Goździki ułożyłam „na dziko” w dwóch wazonach i wypełniłam kompozycje gipsówką. Konwalie z ogrodu mojego taty pachniały obłędnie. Do tego wszystkiego dobrałam gałązki ruskusa, które pięknie przyozdobiły białe blokowe świece z Ikea.

Przyjęcie na szczęście nam się udało. Liczyłam jeszcze na sesję w ogrodzie. Planowałam dekoracje do altany, które stanowiłyby fajne tło dla zdjęć… no ale niestety – padało cały dzień.

Ciekawa jestem kto z moich czytelników odważył się zrobić takie przyjęcie w domu, na własną rękę. Odważylibyście się na taki krok?

 

Domi